Okay,
here's the text for today. It's no picnic, but it's not as soul-crushingly bad as last week's assignment.
Another copy apres le deluge...
Małpka
Stałem pośrodku rozentuzjazmowanego tłumu, niczym się nie wyróżniając spośród tej bandy oszołomów. Nikt nie zwrócił najmniejszej uwagi ani na mnie, ani na pluszową małpkę, którą posadziłem na ramieniu. W końcu to koncert kapeli rockowej. Ludzie wokół mnie skakali, tańczyli i machali rękami w rytm muzyki, która dla mnie była jedynie marnym i nic nie wartym jazgotem. Mam jeden cel, nic poza tym. Nie mogłem zawrócić, a tym bardziej nikt nie mógł mnie zatrzymać. Stanąłem na palcach, aby ocenić moje położenie względem sceny. Pozostało mi jeszcze z kilkanaście metrów i pełno ludzi ściśniętych obok siebie. „Będzie ciężko.” – pomyślałem i zacząłem zastanawiać się, czy warto. Czemu nie mogę popełnić samobójstwa jak wszyscy? Samotnie, w domowym zaciszu, wśród swoich własnych czterech ścian. Wiem, nie pozwalała mi na to moja duma. Cały świat uzna mnie za psychola. Będą skandować moje imię, a rodzina będzie miała przesrane, ale… wtedy to już nie będzie miało dla mnie żadnej wartości, bo jakby nie patrzeć będę przecież martwy. Nie mogę się wycofać gdy zaszedłem tak daleko. Zapłaciłem ochroniarzowi sporą sumkę aby mnie wpuścił. Nie spodziewał się niczego nadzwyczajnego, ot zabrakło biletu.
Zostawiłem rodzicom list tłumacząc, co chcę zrobić i dlaczego. Moje życie było jednym wielkim gównem, więc czemu mam go gównem nie zakończyć? To, co z tego miejsca zostanie nie można nazwać inaczej niż wstrętnymi ekskrementami. Mogę to obiecać. Rodzicom tak naprawdę nie musiałem niczego tłumaczyć, od zawsze uważali mnie za ułomnego i zdolnego do wszystkiego. Nie oszczędzali mnie nawet w obliczu reszty rodziny, aż w końcu i brat utracił do mnie szacunek. Żyłem dalej, zdawałem szkoły ze średnimi wynikami, znalazłem dobrą pracę, uniezależniłem się od rodziców i wreszcie ożeniłem się. Wszystko się zawaliło przez ten jeden, malutki incydent. Przez tę kobietę, moją żonę. Już ją zabiłem i wciąż mam przed oczami obraz noża wystającego z jej piersi. Niech gnije w ogródku. O nie. Teraz nie ma odwrotu. Muszę iść dalej.
Tej małpki nie wziąłem przez przypadek. To moja ulubiona zabawka z dzieciństwa. Gdy byłem mały dodawała mi otuchy i pomagała przeżyć ciężkie chwile. Wsadziłem rękę w tył pluszaka wyciągając długi sztylet. Scena ponownie przypomniała mi dzieciństwo. Bajkę o dwóch marionetkach: Bertcie i Ernim, którzy poruszali się dzięki rękom wsadzonym w tyłki. Wyczyściłem ostrze z resztek krwi swojej żony. Nóż zabłysł w ciemności odbitym światłem ze sceny. Użyje go, gdy tylko zajdzie taka potrzeba.
- Ten koncert jest fenomenalny! – wydarłam do swojej przyjaciółki Beth, skacząc w miejscu podobnie do wielu uczestników imprezy. W ostatniej chwili udało mi się zakupić bilet po horrendalnej cenie. Musiałam wydać całe swoje oszczędności, jednak nie uważam, żebym te pieniądze wydała w zły sposób. Bawiłam się, jak nigdy dotąd.
- O tak! – odkrzyknęła Beth. – Wiesz, co? Zaczynam się czuć trochę zmęczona. Może… - przerwała - Może wypróbujemy te tabletki, co dał nam tamten facet? – przestałyśmy tańczyć i popatrzyłyśmy sobie w oczy. Podszedł do nas wcześniej koleś, miał może z dwadzieścia parę lat. Zaproponował nam jakieś dziwne tabletki, twierdząc, że dadzą nam niezłego kopa.
- Emm… - Nie wiedziałam, co jej odpowiedzieć. Bałam się. Przecież to były normalne narkotyki!
- Chodź! Spróbujemy, przecież nic nam się nie stanie. – zachęcała i wzięła swoją tabletkę do ust, a drugą podała mi. Chwilę myślałam. Co jeśli to zwykły środek odurzający? - No dalej! – nagliła.
Wzięłam tabletkę do ust i popiłam ją piwem.
Natychmiastowo zakręciło mi się w głowie. Spojrzałam niepewnie na Beth, która zaczynała rozmawiać z jakimś chłopakiem. Zakołysałam się i upadłam na kogoś za mną. W ciemności ujrzałam jedynie pluszową małpkę, małą niewinną zabawki… (cdn?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz