Another copy in the usual place.
Małpka (część 2 – elektryczny boogie woogie)
Wciąż przepychałem się w kierunku sceny, gdy nagle ktoś na mnie upadł. W ciemnościach nie mogłem dostrzec kto to. Spanikowałem, sięgnąłem po małpkę i pchnąłem dziewczynę dwa razy nożem. Odrzuciłem z odrazą ciało i rozejrzałem się. Na szczęście jest tak głośno i ciemno, że nikt tego nie zauważył. Niestrudzony szedłem dalej naprzeciw przeznaczeniu. Usłyszałem dwa strzały, muzycy przestali grać. Chwilę po tym głos z megafonu oznajmił:
- Proszę o spokój. – dało się wyczuć mieszankę rozkazującego tonu przyprawionego strachem – Może ta informacja zabrzmi strasznie, ale między wami jest psychopata. Dosyć niebezpieczny psychopata, który… - nie dokończył, bo sam nie wiedział czego mogę dokonać. Wszystko idzie po mojej myśli, a rodzice jak widać przeczytali list. Po chwili okazało się, że ten człowiek w zły sposób podawał ludziom informację. Kilka osób zaczęło się drzeć wprowadzając zamęt i panikę. Muzycy pospiesznie zeszli ze sceny nie zabierając nawet własnych instrumentów.
- Musicie zachować spokój! – krzyczał głos. –. Nikt ma się nie ruszać! Policja będzie sprawdzać każdego z was po kolei. Zauważyłem nadchodzące z daleka czapki policji górujące nad głowami ludzi. Wszyscy byli zdezorientowani sytuacją. To moja szansa. Ruszyłem biegiem pod scenę, raniąc po drodze parę osób nożem. W tej chwili wszystko mi jedno, a i na reakcje nie musiałem długo czekać.
- Mówiłem, żeby nikt się nie… - przerwał. – Łapać go! Jest pod zachodnią częścią sceny!
Jacy oni byli nieudolni. Nierozgarnięci. Rzucają się na człowieka, nawet nie znając jego możliwości… Byłem już pod sceną i mogłem zaczynać swój show. Poczułem wszechogarniającą mnie radość i zacząłem się śmiać. O tak! Jestem psycholem. Policjanci powoli przeciskali się przez spanikowany tłum w moim kierunku. Co mogli mi zrobić? Co MI mogli zrobić?!
- Jesteś otoczony. – poinformował mnie oficjalnym tonem policjant - Rzuć broń. Nie masz szans na ucieczkę.
- Na pewno mam ją rzucić? – spytałem niewinnie. W końcu byłem tylko wariatem…
- Tak, do cholery. – odpowiedział nieco zdezorientowany policjant.
- Ale nie zastrzelicie mnie? – pytałem dalej. Niech poczują chociaż odrobinę mojego szaleństwa.
- Nie. Raczej nie. – Koleś chyba rzadko miał styczność z wariatami. – Rzuć ją i przestań gadać! Nie rozumiesz, że jesteś zatrzymany?
- No to niech nikt się nie rusza! – zaśmiałem się i rzuciłem sztyletem prosto w gardło policjanta. Ogarnęła mnie fala śmiechu gdy krew trysnęła z jego gardzieli niczym z małej fontanny. Ich wyraz twarzy, ten zabity policjant, gdzieniegdzie krzyki tłumu… to było tak cholernie śmieszne! Policjanci patrzyli zdezorientowani, nie wiedząc do końca, co przed chwila się stało i co mają dalej robić. Jeden z policjantów ku mojemu zaskoczeniu wymierzył we mnie pistoletem. Chuderlawy gostek, koło dwudziestki. Kolejny śmieć na mojej drodze.
- Nawet nie próbuj. – pomachałem mu palcem, zbliżyłem się do niego o krok i wskazałem na małpkę.
- Zamknij się frajerze! – krzyknął inny. – Co możesz nam zrobić tą głupią małpką?
- Nie wnikając w szczegóły to rozwalić was wszystkich. – powiedziałem z uśmiechem na ustach i czekałem na jakąkolwiek reakcje z ich strony. Nic się nie działo, więc zrozumiałem, że muszę tym idiotom wszystko wytłumaczyć. – Popatrzcie na to. – Wziąłem małpkę do ręki i rozprułem ją, ukazując gliniarzom całość mojego planu.
- O kur… - rozległy się szepty.
- To mała bombka. Wystarczy na zniszczenie całego tego terenu. Działa na wstrząsy, więc starczy jedno mocniejsze uderzenie i… bum! Jesteśmy kupką kurzu. – Miałem ich w garści. – Więc jak? Strzelisz? – podszedłem do chudego. Patrzył na mnie przerażony trzymając broń na wysokości mojej piersi.
- Jesteś potworem… - zdążył wyszeptać, gdy gdzieś z boku rozległ się dźwięk strzału. Byłem pod wrażeniem odwagi lub głupoty tego, kto to zrobił. Strzelił prosto w bombkę, w pozostałości mojej małej, słodkiej małpki…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz